Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepowiednia Bugara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepowiednia Bugara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 września 2008

Po pewnej przerwie kolejne, mam nadzieję niezłe opowiadanie. Nie jest bezpośrednio związane z poprzednim, chodź pewne wątki na pewno będą zbieżne. W dodatku zaznaczam, iż dzieją się w tym samym świecie. Nie porzucam poprzedniego cyklu. Na razie po prostu kreuję fabułę o czym się przekonacie po przeczytaniu poniższego tekstu oraz po nim kolejnych.  

Przepowiednia Bugara


- Wejść ! - wrzasnęła ze środka starucha. Niewielka chata pełna była gęstego dymu. 
- Bujnego owłosienia - przywitał się wysoki, barczysty wojownik. - Czy szamanka mnie wezwała? - zapytał znajdującej się przy niewielkim ogniskukobiety.
- Tak wzywałam Bugarze. Sądzę iż nadszedł ten moment.
- To znaczy jaki? 
- Ten. 
- Aaa, chodzi o ten moment. - Na kudłatej twarzy pojawiło się coś na kształt zrozumienia. - Ale tak wcześnie? Ojciec miał czterdzieści zim gdy odbył swoją Bakirę.
- Tak, zgadza się. Lecz twoja próba zacznie się niestety znacznie wcześniej. Co więcej będzie o wiele niebezpieczniejsza. Szczerze mój chłopcze wątpię byś miał szansę wyjść z niej żywo - dodała smutno już na koniec.
- A na czym będzie owo zadanie polegało szamanko? 
- Naprawdę mi przykro, ale będzie zupełnie inne niż wszystkie poprzednie. Udasz się w daleką podróż. Kości wyjawiły mi co na końcu tej wędrówki spotkasz.
- Nie rozumiem. Gdzie mam się udać i po co? I czemu droga babko masz taką minę? - Spojrzał na przygnębioną twarz starszej kobiety.
- Gdy wyjawię ci po co i gdzie masz się udać sam zrozumiesz wyraz mojej twarzy. Zacznę jednak od wizji. Tej nocy rozmawiałam z przodkami i otrzymałam przepowiednię. Dziwną chodź jednoznaczną. Mój drogi, musisz w swej Bakirze opuścić nasze ziemie.
- Co? Mam opuścić smutne doliny? Ale po co? Sytuacja w innych klanach jest napięta i nie wiem jak mnie tam przyjmą. - Mina wróżbitki jeszcze bardziej zrzedła. 
- Bugarze, oh Bugarze, ty nie opuszczasz ziemi naszego klanu i udajesz się do innego, ty opuszczasz w ogóle góry. 
- Co? Jak to? Że niby po co mam udać się w podróż poza błogosławione przez Bera ziemie? Powiedz mi jaka straszliwa przepowiednia zsyła na mnie próbę tak ciężką, że muszę wyruszyć aż do przeklętych krain?
- Spokojnie, wszystko ci powiem. Prawda, mimo iż zagmatwana jasno wskazuje gdzie i po co masz wyruszyć. Przodkowie kazali ci wyruszyć w poszukiwaniu trzech osób. Wiem to trochę dziwne ale taka jest prawda. Odnajdź uczciwego księcia mój wojowniku, bezsilnego szamana i co będzie chyba najtrudniejsze dobrego demona. 
- Szamanko mam kilka pytań. - Zdezorientowany chwilę się zastanowił. - Kim jest książę i kto to jest ten cały demon? - Gardłowy śmiech wypełnił całe niewielkie pomieszczenie. 
- Zapomniałam już z kim tak naprawdę rozmawiam. Wybacz, wybacz. Więc zacznijmy od księcia. Po tym właśnie poznałam, że musisz udać się do krain. Książę to ktoś taki jak twój ojciec. Rządzi innymi, chodź w nieco odmienny sposób. Tu gdzie każdy może trzymając topór w dłoni wyrazić sprzeciw co do niemądrej decyzji, wódz stara się takowych unikać. Tam rządy nieco się różnią. Więcej dowiesz się na miejscu. Pamiętaj jednak, że ma być uczciwy, o co raczej ciężko. A sprawa druga, no cóż. Pamiętasz jak ci opowiadałam o bestiach nie z tego świata, które mordują i niszczą wszystko co spotkają na swojej drodze? No, w skrócie już wiesz co to demon.
- Ale szamanko, gdzie ja znajdę w takim razie dobrego demona?
- O ile taki istnieje to ... nie wiem. Szukaj jednak, bo jeżeli nie odnajdziesz tej trójki smutne doliny i całe szare góry czeka zagłada. Przynajmniej tak mówią przodkowie, chodź ja im do końca nie wierzę. Mimo wszystko postaraj się, bo być może wyjątkowo mają rację. Wyruszasz jutro o świcie. Idź się przygotować i ... niech cię Ber błogosławi.

*

  Drzwi do karczmy z hukiem się otworzyły i do środka wszedł wysoki, odziany w futra wojownik. Ostrze przewieszonego przez plecy topora pokryte było cienką warstwą lodu. W sali zapadła cisza. Zajazd o tej porze jak zwykle zapełniony był podróżnikami i wędrującymi z karawanami handlarzami. Z rudej brody przybyłego ściekała strużka wody. Pod wpływem ciepła cały śnieg na nim zaczynał topnieć. Stał tak przez chwilę mierząc każdego groźnym spojrzeniem po czym rzucił - Bujnego owłosienia - i ruszył w kierunku lady. Gospodarz najwyraźniej nie wiedział co począć więc stał w miejscu. W końcu nieznajomy podszedł do niego i bardziej po koleżeńsku się przedstawił - Jestem Bugar z klanu Świni, miło mi. 
Z klanu? Rozniosło się po sali. Z gór? No tak, barbarzyńca.
- Przyjacielu - zapytał wojownik barmana. - Mam kilka pytań, odpowiesz mi na nie? - Mimo starań aby nie zabrzmiało to ostro, człowiek aż się skulił.
- Oczywiście, pytaj.
- A więc, macie wolne pokoje i czy można tu płacić srebrem?
- Tak, tak - odparł szybko mężczyzna.
- Co tak tak. Macie pokoje? - Zdenerwował się nie rozumiejąc.
- Znaczy się, tak mamy pokoje i tak można płacić srebrem.
- Aaaa - wyraźnie uspokoił się góral. - To tak jeszcze zapytam. Mam taki problem, hmm jakby to ująć, znasz może jakiegoś uczciwego księcia? Wiesz może też być bezwolny szaman albo ewentualnie dobry demon? Z ostatnim może być ciężko więc jak wiesz cokolwiek to powiedz proszę. - Pomimo ostatniego proszę całość zabrzmiała jak groźba.
- Że co? - Nie zrozumiał rozmówca. Mężczyzna siedzący obok zaczął się głośno śmiać. 
- Szukasz uczciwego księcia? - Znowu zaczął się śmiać. - Mój ty tępy dzikusie. Widać żeś nie stąd. Lepiej zrobisz jak kozy pójdziesz paść aniżeli księcia szukasz. 
- Jestem Bugar z klanu Świni więc szacunku trochę.
- A ja jestem Nestor - odparł wciąż uśmiechnięty brunet. - Jeżeli poszukujesz księcia to moim zdaniem najuczciwszym z nich wszystkich jest pan zachodnich lasów. A tak na marginesie to po co go szukasz? Masz nadzieję na służbę, a nie chcesz zostać oszukanym więc szukasz prawego?
- Właściwie to nie. Powiedzieć ci jednak nie mogę po co. Naraził bym cię. - Na twarzy rozmówcy pojawiło się jeszcze większe zainteresowanie. 
- Coś możesz powiedzieć, bo chyba nie masz zamiaru zamordować księcia?
- Dobrze, powiem trochę, nic ważnego jednak nie zdradzę. Spełniam przepowiednię.
- Co ? - Odsunął się nagle od niego jak najdalej. - Jeżeli mówisz prawdę to nie zbliżaj się do mnie. - Nagle cała uwaga na sali skierowana została na nich.
- Nie rozumiem a co złego jest w przepowiedniach? O ile wiem nie są zaraźliwe.
- Precz stąd - ktoś krzyknął - przepowiednie to narzędzia magów do czynienia zła - rzucił ktoś inny.
- Nie znam żadnego maga, to tacy wasi szamani? - Zapytał jednak nie otrzymawszy odpowiedzi kontynuował. - I nigdzie stąd nie idę bo zamierzam tu spać. Jak wam przeszkadzam to sami idźcie na zewnątrz. 
- Śmierdzący dzikusie, myślisz że kim ty jesteś? Wynocha albo cię poszatkuję. - Groził łysy traper z przypasanym do boku mieczem.
- Nie, proszę nie tutaj - błagał właściciel. - Idźcie na zewnątrz, byle nie tutaj.
- Co? Boisz się? - ponownie zapytał pewny siebie. - Dam ci szansę i policzę do trzech nim zaatakuję. Lepiej przygotuj się przez ten czas. Raz, dwa. Co? Gdzie ty idziesz? - zawołał widząc, że przeciwnik kieruje się do drzwi. 
- Pan tego domu kazał nam iść na zewnątrz, a jako gość nie mogę nie usłuchać.
- A więc niech będzie na zewnątrz. Dla mnie to i tak bez różnicy. Zabiłem dziesiątki takich jak ty.


  *

  Następnego dnia, o świcie, drogą na zachód już szedł, wysoki rudobrody wojownik. Ciemne plamy zdobiły jego szare futro. Pamiątka po pierwszym w krainach zabitym przez niego człowieku. Pierwszym i bynajmniej nie ostatnim. Za nim na białym śniegu leżała odcięta od reszty ciała głowa. Jej puste spojrzenie skierowane było na majaczące w oddali górskie szczyty.